środa, 20 kwietnia 2016

Wiosna w ogrodzie

U nas ta wiosna pojawia się nieco później. Pewnie jest to trochę spowodowane wiatrami pędzącymi nad naszą działką raz w jedną, raz w drugą stronę. W mieście już dawno kwitną drzewa, a u nas dopiero nieśmiało pokazują się pączki. Choć musimy przyznać, że w tym roku i tak ocieplenie pojawiło się wcześniej niż zwykle.
Tak czy inaczej, trzeba się dostosować do matki natury i u nas sporo sadzonek zaczyna swoje życie na parapecie, a dopiero w maju trafia do gruntu. W tym roku stanął też w naszym ogródku inspekt ze starych okien i eksperymentujemy jak on nam tutaj zadziała.

W oczekiwaniu na pełny rozkwit przyrody, rozkoszujemy się małymi przedsmakami na naszych grządkach i w ogrodzie :)












sobota, 27 lutego 2016

Stół

Kiedyś był drzwiami na strych... nie używano go zbyt często. W porze sianokosów wrzucano przez niego siano dla krów na strych, a po żniwach - słomę.

Kiedy zaczęły się te wszystkie wielkie zmiany, zdjęto go i odłożono na stertę razem z innymi niepotrzebnymi już częściami Obory. Leżał zapomniany, aż nagle przed samymi Świętami, został przewieziony na warsztat.

Trochę trwało zanim mógł na siebie spojrzeć, ale widok zaparł mu dech w piersiach - był pięknym nowym stołem, wokół którego zgromadziła się cała rodzina. Słuchał tych wszystkich rozmów, żartów, śmiechów, wąchał zapachy potraw i cieszył się każdą chwilą swojego nowego, drugiego życia.

I my się nim bardzo cieszymy i mamy nadzieje, że zostanie z nami na długie długie lata.









czwartek, 14 stycznia 2016

Łazienka


O umywalce już było, to jeszcze tylko wanna (też oczywiście z odzysku - jechała do nas z Bielska-Białej ;) kibelek i łazienka jak się patrzy.

Ale zanim łazienka - trochę wspomnień :)



Tak to właśnie bywało, a prysznic to była duża plastikowa beczka z wężem na śmiesznej wieży, którą wybudował Dominik. Beczka była ciemnozielona, więc w słoneczne dni woda się nagrzewała i po całym dniu pracy był prawie ciepły prysznic :)
A w niesłoneczne... to już zostawimy dla siebie :)

A takie luksusy mamy teraz:







niedziela, 10 stycznia 2016

Życie po życiu

Tytuł dosyć intrygujący. I o czym tu teraz napiszą?.. Ano o nadawaniu niepotrzebnym przedmiotom drugiego życia :) Parę takich żyć tchnęliśmy u nas w Osiedlisku i kilka z nich opiszemy.
Bliski jest nam sposób myślenia, który każe dwa razy się zastanowić zanim coś, co wydaje się już niepotrzebne, wyląduje na śmietniku.Tak jest taniej, bez produkowania niepotrzebnych odpadów, już nie mówiąc o tym, że takie starocie mają swój niepowtarzalny klimat i często - niewystępującą już w naszych czasach jednorazówek - jakość.

Pierwszy przedmiot wypatrzyliśmy w piwnicy u rodziców. Stała tam sobie sama, zapomniana, zardzewiała - podstawa do maszyny do szycia.
Wyczyściliśmy, pomalowaliśmy. Z więźby z naszej obory, która musiała zostać rozebrana, przycieliśmy kilka kawałków i powstał z nich blat. Na blacie umieściliśmy własnoręcznie zrobioną z gliny umywalkę, kran i gotowe.
Kolejnych kilka kawałków więźby i mamy też piękne lustro, które nad umywalką zawisło.

Przetestowane i zaaprobowane przez nasze koty ;)

A wygląda tak:















czwartek, 17 grudnia 2015

Gdzie tam obora do dwora

Jedzenie dla naszych zwierzaków zamawiamy w sklepie internetowym. Nie trzeba nigdzie jeździć. Zamawiamy największy wór raz na jakiś czas - najczęściej dostawa wychodzi gratis i do tego przyjeżdża ci pod same drzwi. Ale nie o tym, nie o tym :)

Ponieważ nasz adres jest nowy we wsi, nie każdy kurier jeszcze go kojarzy. Zdarzają się czasem telefony w dniu dostawy z pytaniem jak dokładnie do nas dojechać.

I tak było tym razem. Dzwoni telefon. Odbieram.
- Dzień dobry, jadę do pani z dostawą. Gdzie tam na tym Spądoszynie was szukać?
- A z której strony pan jedzie?
- Z Gąsocina.
- To jak pan jest już w Spądoszynie, po prawej mija pan lasek, potem jest skrzyżowanie z kapliczką, tam skręca pan w prawo i już widać dom z taką pomarańczową dachówką.
- Aaa, to pani od razu mówi, że to ten dworek.

Śmialiśmy się dziś z tego cały dzień. Pan kurier pewnie tego w ogóle nie pamięta, a i my w sumie też nieczęsto sobie przypominamy, że ten nasz "dworek" jeszcze nie tak dawno wyglądał tak:






sobota, 12 grudnia 2015

Kiszenie kapusty

Kisicie kapustę?

My właśnie zaczęliśmy.

Dostaliśmy od rodziców taki magiczny garnek. Fachowo się mówi, że to garnek z kołnierzem wodnym :) Dzięki temu do środka nie dostaje się powietrze podczas kiszenia, a to co ulotnić się powinno, ulatnia się ze śmiesznym bulgotem. Kiedy nastawiliśmy pierwszą kapustę, całą noc się zastanawialiśmy, co tak bulgocze. Teraz jesteśmy już doświadczonymi kisicielami i doskonale wiemy :)

Nakisiliśmy 10 kg kapusty z myślą, że na święta będzie jak znalazł. Ale teraz nie jesteśmy już pewni, czy wystarczy jej do świąt. Jest tak pyszna, że co chwila podjadamy. Korzystaliśmy z tego przepisu. Nie odważyliśmy się jeszcze co prawda na wersję z imbirem, ale wszystko przed nami.

Gdyby ktoś się jeszcze zastanawiał, czy warto jeść kiszonki, to tutaj można poczytać sobie jakie to przynosi korzyści dla naszego zdrowia.

Udanego kiszenia zatem życzymy :)




W czasie suszy szosa sucha

Święta za pasem, czekamy na śnieg, za nami już nawet mrozy, a my tu o suszy...?

Temat nasunął się przy okazji rozmyślań o naszym ogrzewaniu. Może zimy stulecia jeszcze nie ma, ale przymrozić już potrafiło. I oczywiście ogrzewamy nasz dom, ale wygląda póki co na to, że nasze ocieplenie ze słomy sprawuje się bardzo dobrze. W domu mamy stabilną temperaturę 20 stopni i to jest dla nas najbardziej komfortowa temperatura.

I tu właśnie pojawia się temat suszy i upałów. Tego lata dawały się nieźle we znaki. W mieście wśród nagrzewających się betonów było bardzo ciężko wytrzymać. Na czwartym piętrze, pod dachem temperatura w mieszkaniu wynosiła 30 stopni i nocą niewiele się obniżała mimo otwartych okien.
Więc my spakowaliśmy manatki i uciekliśmy na wieś. A tu, w domu temperatura nie przekraczała 23 stopni, nawet przy prawie czterdziestostopniowych upałach. Nie mówiąc już o tym, że i na dworze wieczorami robiło się bardzo przyjemnie.

Mieliśmy też okazję przetestować naszą studnię. I przy okresach dużej suszy, używaliśmy wody z niej do podlewania ogrodu. Takie solidne podlanie całego naszego poletka wyczerpywało prawie całkowicie wodę, ale już na drugi dzień woda znowu napływała i można było znów podlewać rośliny.

Wygląda na to że, ani zimowe zawieruchy ani letnie skwary nie będą nam straszne na tych naszych Wichrowych Wzgórzach. I jesteśmy kolejnymi budowniczymi zachwyconymi budownictwem słomiano-glinianym. Nam się mieszka w nim ekstra :)